Page 1


Na okładce:

Kamila KLimczak fot. Jacek Dyląg stylizacja: Dominika Adamczyk

Modny Kraków - magazyn społeczno-kulturalny ISSN 2080-3648 Wydawca: Stowarzyszenie Artystów Młode Sztuki Adres redakcji: ul. Na Kozłówce 15/2; 30-670 Kraków; www.modnykrakow.pl redakcja@modnykrakow.pl tel. +48 600 757 036 redaktor naczelna: Agnieszka Kantaruk sekretarz redakcji: Grzegorz Bogusz | sekretarz@modnykrakow.pl reportaż: Piotr Kędzierski | kedzierski@modnykrakow.pl kultura: Tomasz Orwid | orwid@modnykrakow.pl muzyka: Paweł Zając | zajac@modnykrakow.pl film: Piotr Niwelt | niwelt@modnykrakow.pl moda: Dominika Adamczyk | adamczyk@modnykrakow.pl ślub: Magdalena Marciniak | marciniak@modnykrakow.pl dział foto: Tomasz Korczyński | korczynski@modnykrakow.pl dział produkcji telewizyjnych: Michał Stochmal | stochmal@modnykrakow.pl graficy: Adam Skalski, Robert Kosiński MARKETING I REKLAMA: Tomasz Wojciechowski | marketing@modnykrakow.pl

dyrektor generalny: Jan Ruszała Tytuł i znak towarowy Modny Kraków jest własnością Stowarzyszenia Artystów Młode Sztuki. Podlega ochronie prawnej zarówno pod względem słownym jak i graficznym. Używanie go w celu oznaczenia własnego towaru bez porozumienia z wydawcą jest bezprawne. Redakcja nie zwraca niezamówionych tekstów i fotografii oraz zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania materiałów nadesłanych. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń.

4 | Modny Kraków


temat z okŁadki Rysy Kamili | str. 8

temat numeru Klasztor za murami | str. 74 Szlak renesansu | str. 80 Niezastąpione miejsce | str. 88

zapowiedzi Machowina w galerii Chromego | str. 16 Od zmierzchu do świtu | str. 18 Skarby z Hiszpanii | str. 20 Modny Kraków | 5


zapowiedzi Jedyna taka twierdza | str. 24 Brazylia w Krakowie | str. 34 •

reportaz Nowy blask Sukiennic | str. 30 •

˛ ksiazki modnego krakowa Poezja z gór | str. 16 Sztuka zebrana | str. 22 Kryzys i co dalej? | str. 42 Batalia o książki | str. 44 Życie i cała reszta | str. 48 Minotaur i inni | str. 50 Moda przez stulecia | str. 59

teatr & film Młoda zakochana królowa | str. 52 Mikro z duszą | str. 60 Zawód kinooperator | str. 62 Być prawdziwym | str. 64 Słodkie dzieciństwo | str. 69 Oddaj mi moje ciało | str. 70

moda Drogocenne targi | str. 38

smaki krakowa Zdrowe skarby | str. 94 Włoskie przyjęcie | str. 100 Włochy w Podgórzu | str. 106

zdarzyło sie˛ w krakowie 5 mistrzów | str. 108 Rumb | str. 109 Kraków miasto smoków | str. 112

pytania o kraków Jacek Wójcicki | str. 114

6 | Modny Kraków


dał czas, a Europejczykom zegarek. Krakowianie nie potrzebują zegarków, nie wydają się też znajdować w strefie czasu środkowoeuropejskiego. Tutaj wszystko dzieje się własnym rytmem i nieodmiennie: powoli. Ta krakowska właściwość egzystuje w idealnej synergii z rozmiłowaniem w rzeczach minionych. I po nie właśnie zjeżdżają do Krakowa ludzie z Polski i świata. Kazimierskie kluby, które na tle analogicznych lokali w innych miastach europejskich wyglądają jak składy rupieci, tutaj właśnie pasują jak ulał i generują ów bezcenny klimat, będący najbardziej wartościową wizytówką miasta. Paradoksalnie kluby modne, takie jakich nie powstydziłyby się dynamiczne, zachodnie metropolie, w Krakowie wypadają po prostu tanio, plastikowo i nie na miejscu. Korzysta z nich przez chwilę młodzież poprzebierana światowo, a później kryształowo-dyskotekowy design znika ostemplowany komunikatem na szybie: do wynaję-

P

ytanie: co modnego jest w Krakowie, zadane naszej redakcji przez pewnego sympatycznego dziennikarza przypadkowo wprawiło nas w mały popłoch. Zgroza! Bo w Krakowie przecież modnego nie ma nic! Żadnych wielopoziomowych dyskotek (raczej małe kluby w piwnicach), lanserskich promenad (na wieczorny spacer po mrocznych bulwarach odważą się tylko wyjątkowi twardziele), pokazów mody z prawdziwego zdarzenia też właściwie jest niewiele (jedno, duże modowe show raz do roku) - nie ma po temu tak profesjonalnej sceny, jak i kogo na niej pokazać, bo w Krakowie, z tą krakowską niemodnością walczą głównie debiutanci, studenci, którzy później uciekają do Warszawy albo i za granicę, tudzież sprzedają modne stroje przez internet nie sprawiając tym samym byśmy mieli tu, na miejscu, na przykład jedną ulicę pełną projektanckich atelier z autorską modą. Mamy zamiast tego galerię autorskich szyldów przy drugiej najdroższej ulicy w kraju. Jednocześnie Kraków jest najmodniejszym miastem w Polsce i nic nie wskazuje na to, aby coś się miało w tej sprawie zmienić. A zatem co modnego jest w Krakowie? Strach pomyśleć, ale zdaje się, że właśnie to, co jest całkowicie passe gdzie indziej. Kraków jest odrobinę afrykański, bo mówi się, że mieszkańcom Afryki Bóg

cia. Światowość na siłę w wydaniu krakowskim kupują chyba wyłącznie przybysze z małych mieścinek, którzy ani nie zadali sobie trudu wykoncypowania na czym polega Kraków ani klubu z prawdziwego zdarzenia też nie widzieli. Dlatego bylejakość biorą za dobrą monetę, a szyderczy Krakowianie mają się z czego pośmiać. Nienaruszalna stagnacja, owa niepoddająca się żadnym trendom niezmienność jest tym, co stanowi o wyjątkowości Krakowa, nawet jeśli niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Kraków jest modny swoją stałością i gdyby nagle spróbował zmienić się w miasto pełne modnych rzeczy to poległby w boju. Patrząc tą miarą w „Modnym Krakowie” właściwie też nie ma nic modnego i to podoba się naszym Czytelnikom. Postaramy się ich nie zawieść także w kolejnych wydaniach pisma.

REDAKTOR NACZELNA AGNIESZKA KANTARUK

Modny Kraków | 7


W

ywiad

8 | Modny Krak贸w


Modny Krak贸w | 9


W

e wrześniu odbędzie się premiera Pani płyty z materiałem pochodzącym z recitalu „Rysy na życiorysie”, który pomyślany jest jako spektakl. To teatralna, poetycka wyprawa w głąb ludzkiej wrażliwości, liryczna opowieść o życiu i tym wszystkim, co go wypełnia – o uczuciach: miłości, cierpieniu, radości, zdradzie… Zastanawiam się, czy piosenka poetycka, niosąca głębsze przesłanie, mówiąca o tym, co ważne, to typ twórczości artystycznej, który ma wciąż szansę u publiczności, przyzwyczajonej przez telewizję do rozrywki lekkiej i bezrefleksyjnej? Innymi słowy – czy śpiewanie poezji wciąż może być modne? Myślę, że taka potrzeba zawsze była, jest i będzie. Ludzie wciąż są wrażliwi na poezję i poszukują tego rodzaju przeżyć. Mamy nadzieję, że skoro nas, artystów, to interesuje, to zainteresuje również naszą publiczność. Po recitalu dostałam bardzo niezwykłe głosy od ludzi, znajomych i zupełnie nieznajomych, w podziękowaniu za to, że mogą wreszcie posłuchać czegoś, co nie jest tylko medialną papką o niczym i że ktoś jeszcze zajmuje się rzeczami, które dotykają najczulszych strun naszej duszy. W ogóle sztuka ma takie zadanie i myślę, że o tym warto opowiadać - o tym, co nas dotyka, wzrusza, czasem boli… Okazuje się, że to dotyka także innych ludzi. To dla mnie bardzo ważne, że w dzisiejszym, konsumpcyjnym świecie kogoś jeszcze piosenka poetycka dotyka, interesuje, porusza. Choć oczywiście jest coraz trudniej. Coraz trudniej jest dotrzeć do publiczności, czy zdobyć jej uznanie? W dzisiejszym świecie jesteśmy coraz bardziej przytłaczani tym, co medialne czyli głośne, kolorowe, 10 | Modny Kraków

łatwe. Często skandaliczne, a na pewno zawsze – krzykliwe. Nie jest łatwo przebić się przez to wszystko nam, młodym artystom, którzy mają wielką potrzebę poszukiwania czegoś ważnego, mądrego, pięknego i takiego, co przyniesie ludziom prawdziwe przeżycie artystyczne i duchowe. Nie chcemy przecież rezygnować z naszych pasji i marzeń! Nie uzurpujemy sobie też oczywiście prawa, żeby wiedzieć wszystko. Wręcz przeciwnie. Ja sama stawiam więcej pytań, niż potrafię znaleźć odpowiedzi. Poszukuję. Zastanawiam się. Okazuje się jednak, że te same problemy interesują także moją publiczność. Ludzie potrzebują artystycznych wzruszeń i cieszą się, że w ogóle ktoś chce jeszcze o tym mówić. Czasem brniemy w jakieś ślepe uliczki, wydaje nam się, iż ta wrażliwość jest już zatupana, nieważna i nikomu niepotrzebna. Ale ja myślę, że tak wcale nie jest. Im bardziej będą nam wmawiać różni „mądrzy”, że wrażliwość jest nam zupełnie do niczego niepotrzebna, że trzeba żyć lekko, łatwo i przyjemnie, tym bardziej powinniśmy trochę poskrobać się po sercu i podrapać się po głowie, i powiedzieć: „hmmm, może jednak nie do końca, może są pewne rzeczy bardzo ważne, o których warto opowiedzieć”. Nie zawsze poważnie, ale

tak po prostu. W każdym razie w dobrym entourage, z dobrą muzyką… No dobrze, ale z tego by wynikało, że poezja śpiewana, piosenka poetycka, a nawet aktorskopoetycka - taki rodzaj twórczości, jaki proponuje Pani w swoim recitalu, na płycie, to repertuar dla publiczności „poszukującej” – wyrobionej artystycznie, przygotowanej do odbioru, często prze-


cież trudnych, tekstów poetyckich, można chyba zaryzykować stwierdzenie – „elitarnej”? Sądzę, że nie. Oczywiście utopią byłoby twierdzić, że każdy chce słuchać tylko poważnych rzeczy i dobrej poezji! To jest bardzo trudne pytanie, bo nie mnie, nie nam artystom to oceniać. My poszukujemy w być może trochę zapomnianych, trochę zakurzo-

ność ma zawsze rację. Walczymy o widza, który do nas przyjdzie, który jest z nami, bo tego chce. Nie próbujemy niczego udawać ani niczego udowadniać. Ale mamy tylko ten jeden, jedyny moment, by widza zainteresować, by przyciągnąć jego uwagę. Pomiędzy artystą a publicznością istnieje bardzo cienka, misternie utkana, pajęcza sieć metafizycznych

nych rejonach ludzkiej duszy. A ona się od wieków nie zmienia – przekształca się tylko nasz świat, rozwija się technika, wymyślamy coraz to nowe entourage… Gdyby odrzucić to wszystko i zostać tylko przy człowieku, to okazałoby się, że wciąż mamy taką samą wrażliwość na sztukę, na rzeczy piękne, jak nasi dalecy przodkowie. Oczywiście trudno byłoby wyjść na środek stadionu, na którego trybunach zasiadają szalejący kibice sportowi i spróbować zaśpiewać im jakiś liryczny utwór na przykład ten zaczynający się od słów „Jestem za blisko, żeby mu się śnić…”

powiązań, wspólnych doświadczeń. Nawiązuje się dialog, podskórna rozmowa językiem sztuki. I jeśli ta nasza publiczność przyjmie i zaakceptuje nasz przekaz, a docierają do nas głosy, że w przypadku „Rys na życiorysie” tak właśnie się dzieje, to znaczy, że nam się udało. Najważniejszy moment to premiera, to wtedy się okazuje czy przekonaliśmy widzów, czy nasze wysiłki nie poszły na marne. Jeśli zdołamy wciągnąć widzów w wykreowany przez nas świat przeżyć wówczas będziemy mieli szansę powiedzieć im: „Słuchajcie, to jest ważne, nad tym się warto pochylić”, albo nie. Wtedy widowni grozi nuda. A nuda to największa, najgorsza zbrodnia sztuki.

Faktycznie chyba trudno byłoby wtedy liczyć na zrozumienie publiczności… Chociaż może warto spróbować? A tak na poważnie – jedno z moich mott zawodowych głosi, że publicz-

Artysta zabiera widza w swój intymny świat przeżyć, czy raczej tak kreuje tę artystyczną przestrzeń, Modny Kraków | 11


by widz mógł odnaleźć w niej siebie – własną wrażliwość, odczucia, problemy? Nie chodzi mi tu oczywiście o schlebianie gustom szerokiego odbiorcy. Wracam raczej do pytania o to, czy Państwa publiczność musi być przygotowana – intelektualnie, uczuciowo – do odbioru takiej formy sztuki? Żeby ją nie tylko przeżyć, ale także zrozumieć? Czy „idealny widz” recitalu „Rysy na życiorysie” powinien znać się trochę na poezji? Wiedzieć, kto to jest Remarque? Naprawdę każdy może znaleźć w tej twórczości coś dla siebie. „Rysy na życiorysie” to taka mała szkatułka pełna różnych naszych skarbów, klejnotów, brylancików i cieszymy się kiedy publiczność odbiera to naprawdę w taki wspaniały sposób. Oczywiście niektórych to będzie bardziej przekonywało, niektórych mniej. Mamy do opowiedzenia, do poruszenia ważne kwestie i ważne historie. Jeżeli publiczność to „kupuje”, tak jak udało się w naszym przypadku, to mamy z tego frajdę, zarówno na scenie, jak i podczas pracy. Wielu ludzi, którzy byli na naszym recitalu, mówiło mi, że pierwszy raz w życiu widzieli coś takiego, taką sceniczną formę, łączącą tego typu śpiew z partiami bardziej aktorskimi: monologami, monolożkami, dopowiedzeniami, nie tylko przecież moimi. To ogromna zasługa i wspaniałych muzyków, z którymi mam przyjemność pracować – Michała Półtoraka, Agaty Półtorak, Grzegorza Bąka, Dawida Rudnickiego i reżysera Romana Dziewońskiego, twórcy również scenariusza spektaklu. Ja mam cudowną możliwość mówić ze sceny we własnym imieniu, swoim głosem, ale za pomocą tekstów, które są naprawdę niezwykłe, piękne, wycyzelowane. To wszystko jest mi bardzo bliskie, przepuszczone niejako przez moją wrażliwość, przez moje doświadczenia i sposób postrzegania świata. Na scenie daję z siebie wszystko, dzielę się z widzami całą sobą. Gram siebie, jak w tej piosence. I kiedy po spektaklu przychodzą do mnie ludzie, po których nawet czasami nie spodziewałabym się, że ich to w jakiś sposób dotknie i mówią, że mają poczucie przeniesienia się w inny świat, że są tak wciągnięci w ten mikrokosmos, że nagle wszystko przemyka im przed oczami, to nie ma większego komplementu dla artysty. A oczywiście byłoby świetnie, gdyby znali Remarque’a… i często znają. A ja mam takie ciche marzenie, że jeśli nawet nie, to po naszym recitalu, po usłyszeniu „Bohaterów Remarque’a” może sięgną po niego… Modny Kraków | 13


Skąd więc wziął się pomysł na taką nietypową nieco formę recitalu, który jest równocześnie spektaklem, rozpisaną na sceny historią o kobiecie? Co zainspirowało Państwa do stworzenia opowieści, w której piosenki przeplatają się z monologami, wyznaniami bohaterki, dotyczącymi jej życia i przeżyć? Chcieliśmy pokazać, że czasami jedna rysa na życiorysie może zmienić wszystko. Tak, jak napisaliśmy w programie: „Każdemu przychodzi zbierać te rysy. Zdarzają się nawet kolekcjonerzy. Nam chodzi raczej o kolekcjonerki.” I tymi kolekcjonerkami czyli kobietami, które kolekcjonują swoje rysy, się zajmujemy. Roman Dziewoński wyciągnął ze swojego przepastnego archiwum cudowne, niemalże premierowe utwory Wasowskiego i Przybory, które nigdy wcześniej nie były nagrane. Są też piosenki napisane specjalnie dla mnie, jest kilka przepięknych, bardzo ważnych tekstów Wojciecha Młynarskiego, też mało znanych albo w ogóle nie znanych. Wszystkie one złożyły się na opowieść o kobiecie, na fascynującą wędrówkę w świat kobiecej duszy, wrażliwości, przeżyć, emocji. To spektakl o kobiecie i to na pewno jest spektakl dla mężczyzn. Też.

momencie, na scenie, człowiek oddaje się temu cały, bo myśli, że ma do przekazania tak wiele ważnych rzeczy, które w tych tekstach i w niezwykłej muzyce są zapisane. Jest Pani najmłodszą artystką zespołu Piwnicy pod Baranami. Jak Pani do niego trafiła? Pan Piotr Skrzynecki wymyślił kiedyś, że do Piwnicy każdy może przyjść i zaśpiewać przed sobotnim kabaretem. Jeśli spodoba się publiczności i zespołowi - wtedy zostaje. I ta zasada obowiązuje do dziś - dlatego i ja przez kilka tygodni śpiewałam przed kabaretem. A ponieważ jest też tak, że czasem do Piwnicy ktoś kogoś przyprowadza, tak mnie, kiedy prosto po szkole znalazłam się w Krakowie zaangażowana przez dyr. Schoena do Teatru Bagatela, Roman Dziewoński, reżyser „Rys na Życiorysie” o których rozmawiamy, a i mojego dyplomowego recitalu zatytułowanego „W ciało wcielenia”, zarekomendował ówczesnej dyrekcji Piwnicy, że taka to młoda aktorka znalazła się w Krakowie i skoro zawsze ją do Piwnicy ciągnęło, to może by dać jej szansę? Udało się i jestem już 5 rok i wciąż najmłodsza i nie ustając w pracy, cóż... czekam na następnych najmłodszych.

ysa na szkle to skaza, pęknięcie. Rysy na życiorysie to rany zadane nam przez świat i innych ludzi. Czy bolesne, trudne przeżycia są bardziej płodne artystycznie? Bardziej stymulujące? Oczywiście, od wieków wszelkie bóle i cierpienia, nie tylko miłosne, ale zwłaszcza takie, zapładniają wyobraźnię twórców… jest nawet takie powiedzenie, że „artysta płodny to artysta głodny” – w każdym sensie, chodzi przecież nie tylko o bytową stronę tego stwierdzenia. Piosenka poetycka powstaje z wrażliwości. Z tego, że coś nas kiedyś zatrzymało, zabolało, zapiekło. W zależności od talentu, umiejętności, warsztatu powstają z tych przeżyć często dzieła sztuki. Ale obok natchnienia i talentu potrzeba jeszcze dużo ciężkiej pracy. Strona warsztatowa jest bardzo istotna. Dzisiaj się o tym raczej głośno nie mówi, bo wszystko jest tylko błyskiem, zjawiskiem i powinno być takie łatwe, takie proste. Nie wspomina się o ciężkiej pracy artysty, która przecież często wiąże się z różnymi dylematami, wątpliwościami i dotykaniem siebie, trącaniem najczulszych strun duszy i poszukiwaniem odpowiedniego wyrazu. Opowiedzenie historii za pomocą tak skrótowej formy, jaką jest piosenka poetycka, krótka, metaforyczna, niejednoznaczna, to jest niezwykła praca, a przy tym jest to tak wyczerpujące, że potem ciężko ustać na nogach. Ale w tym jednym

Jak Pani się czuje pośród piwnicznych artystów legendarnych i tych aktywnych? Wielu legendarnych artystów piwnicznych jest jednocześnie wciąż bardzo aktywnych. W kabarecie wciąż występują Ci, którzy go tworzyli od samych początków jak Tadeusz Kwinta, Mieczysław Święcicki, Miki Obłoński, a w tym roku to już będzie 55 lat! I wciąż mają siłę i wciąż im się chce - to jest wspaniałe! Mam prawdziwy zaszczyt pracować zawodowo (gramy razem w spektaklu Rafała Kmity „Aj waj czyli historie z cynamonem” w Teatrze Stu) i przyjaźnić się z Tadeuszem Kwintą, który jest nie tylko piwniczną, ale i aktorską legendą. Wciąż jest niebywale twórczy i zaskakujący w tym co robi na scenie, a i poza nią. W Piwnicy generalnie czuję się bardzo dobrze: zaprzyjaźniona i zaopiekowana, co jednak nie zawsze jest łatwe w zespole tylu artystycznych i ludzkich indywidualności. Ale mam poczucie, że w tym właśnie tkwiła i tkwi do dziś największa siła zespołu Piwnicy. Nie wszyscy przecież muszą się kochać. To byłoby zresztą zupełnie nieprawdziwe. Co nie zmienia faktu, że piwniczne kabarety zarówno w Piwnicy jak i na wyjazdach przebiegają w bardzo ekscytującej atmosferze będącej mieszanką emocji od wybuchów wesołości do łez wzruszenia, ale emocji zawsze prawdziwych, co publiczność najczęściej nagradza owacjami na stojąco. I jak wtedy można pytać: komu potrzebna jest dziś jeszcze Piwnica?

R 14 | Modny Kraków

Dziękuję bardzo za rozmowę. Rozmawiała: Magdalena Wróbel


Modny Kraków | 15

Serdecznie dziękujemy: Grzegorzowi Smyle z Szarej Kamienicy za udostępnienie miejsca, Dominice Adamczyk i Piotrowi Dylągowi za pomoc w realizacji sesji, butikowi twojabizuteria.pl za wypożyczenie kolekcji biżuterii


Z apowiedzi

Zygmunt Ficek zachwyca Krakowian

od lat fotograficznymi pejzażami z wysokich gór. Jego artystyczna wrażliwość zaowocowała również tomami poezji, z których najnowszy, zatytułowany „Wołanie doliny” to subtelna refleksja nad światem współczesnym niepozbawiona odwołań do ukochanej przez artystę przyrody i gór, które z takim upodobaniem fotografuje – Tatr. Piękny wiersz „Ten kamień to człowiek” może stanowić metaforę źródła największych rozterek ludzi XXI wieku. W dobie nieustannego pośpiechu, nad tym lirycznym zbiorem słusznych myśli, warto się zatrzymać. Tomasz Orwid 16 | Modny Kraków

W

ernisaż wystawy malarstwa i rysunku Kazimierza Machowiny odbędzie się już 10.09 w Autorskiej Galerii Rzeźby Bronisława Chromego (Kraków, ul. Krańcowa 4). Warto znaleźć czas na odwiedzenie ekspozycji prac tego autora. Kazimierz Machowina od lat sześćdziesiątych związany jest z Krakowem. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, w pracowni prof. Emila Krchy w 1966 roku. Uprawia malarstwo olejne, gwasz i rysunek. W swoim dorobku artystycznym ma szereg wy-


staw zbiorowych i aż 33 wystawy indywidualne, które zawsze cieszyły się uznaniem publiczności. Prezentował swoje prace między innymi w Ottawie, Kolonii, Rawennie, Budapeszcie, a także w wielu miastach polskich. Jego dotychczasowa twórczość nierozerwalnie łączy się z licznymi nagrodami i wyróżnieniami. Otrzymał m. in. medal „Gloria Artis”, medal Komisji Edukacji Narodowej, medal św. Brata Alberta, order „Złotej Ramki”. Jest członkiem ZPAP, a jego malarstwo cieszy oczy kolekcjonerów prywatnych i znajduje się również pośród zbiorów państwowych w kraju i za granicą m.in. w Izraelu, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Japonii, Rosji, Francji. Talent malarski przeplata się

u Kazimierza Machowiny z zamiłowaniem do poezji. Dotychczas ukazały się trzy tomiki jego pióra: „Cyrk”, „Ptasi Chrystus” oraz „Malarstwo poezja”. Wystawa na Woli Justowskiej potrwa do 2 października 2011. (O) Modny Kraków | 17


R

ekomendacja miesiąca

Zwiedzanie Wieży Mariackiej jest jedną z najciekawszych atrakcji Krakowa. Dostępne tylko przez trzy miesiące w roku przyciąga wielu zainteresowanych, którzy po pokonaniu 239 schodów trafiają do izdebki zajmowanej przez hejnalistę. Goście mają okazję zwiedzić pomieszczenie, w którym pracują kolejne pokolenia trębaczy, a także napawać się widokami, jakie rozpościerają się z wieży na cztery strony świata. Patrzą na nie z tych samych okienek, przez które o pełnych godzinach rozlega się hejnał grany właśnie czterokrotnie: zgodnie z tradycją pierwszy raz w stronę Wawelu, dla króla (kierunek południowy). 18 | Modny Kraków


Drugi raz: w stronę Magistratu, dla Burmistrza (na zachód). Trzecie trąbienie jest dla Gości, a więc na północ, w kierunku Barbakanu, a ostatnie – dawniej dla kupców, a teraz dla Komendanta Straży, na Mały Rynek czyli w kierunku wschodnim. Sam

znak do otwierania i zamykania bram grodu o świcie i o zmierzchu dostrzegł pewnego razu zbliżającego się wroga. Pod Kraków doszli Tatarzy, a on zaczął grać hejnał na alarm. Choć zdążono na czas zamknąć bramy, to tatarska strzała przeszyła gardło hejnalisty

hejnał jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta, a jego tradycja sięga kilku stuleci. W XIX wieku stał się też sposobem odmierzania czasu – grany punktualnie w południe począwszy od 1838 roku uczynił Kraków pierwszym polskim miastem, w którym podawano mieszkańcom dokładny czas. Dlaczego melodia hejnału, zwiastująca także dziś pełne godziny, urywa się niespodziewanie? Wyjaśnia to legenda, która chociaż może się z prawdą rozmijać, to wciąż jest niezmiennie popularna. Według niej rezydujący na wieży strażnik miejski, który trąbką dawał

nim dokończył melodię. Na pamiątkę tego zdarzenia melodia już zawsze urywa się po minucie. Obecnie z Wieżą Mariacką od trzech pokoleń związany jest ród Kołtonów. W październiku 2004 roku po 33 latach grania hejnału odszedł na emeryturę Jan Kołton. Jego ojciec był hejnalistą przez 35 lat. Od stycznia 2005 roku rodzinną tradycję kontynuuje syn Jana Kołtona –Michał. Wraz z innymi strażakami – hejnalistami dbają, by tradycja hejnału z Wieży Mariackiej nie zanikła. Grzegorz Bogusz Modny Kraków | 19


P atronat Modnego Krakowa

T

akiej wystawy do tej pory w Polsce nie było – arcydzieła malarstwa, znakomite dzieła rzemiosła artystycznego, srebra, zbroje, porcelana, szkło i meble trafiły do Gmachu Głównego Muzeum Narodowego w Krakowie wypożyczone przez Patrimonio Nacional de España - instytu-

cję zarządzającą kolekcjami królewskiego dworu hiszpańskiego. Skarby te na co dzień znajdują się w takich muzeach jak.: Palacio Real de Madrid, Real Monasterio de Sta. Clara de Tordesillas, Monasterio de las Descalzas Reales, El Escorial, Reales Alcázares. Dotychczas Polacy mogli podziwiać je właśnie tam, a od lipca goszczą w Krakowie. Pozostaną tutaj aż do 9 października. Stanowią krótki przewodnik po historii kolekcji królewskiej, zarządzanej obecnie przez instytucję powołaną do opieki nad zbiorami ruchomymi i nieruchomościami zgromadzonymi przez Rodzinę Królewską w zamkach, pałacach, Modny Kraków | 21


rezydencjach i klasztorach hiszpańskich. Wszystkie te obiekty zostały przekazane przez Rodzinę Królewską społeczeństwu, aczkolwiek z zachowaniem prawa ich wieczystego użytkowania. Kolekcje Królewskie odzwierciedlają zmienność gustów dworu, jego wpływ na społeczeństwo oraz zamiłowanie do sztuki krajowej i zagranicznej. Tym, co szczególnie może zainteresować Krakowian są portrety przedstawiające późniejszego króla Zygmunta III Wazę i Annę Marię Wazównę w wieku dziecięcym namalowane przez Marcina Kobera. Przy czym oczywiście wiele emocji wzbudza również możliwość podziwiania w oryginale prac największych mistrzów w dziejach historii sztuki - El Greca, Goi, Ribery, Tycjana, Veronesego, Zurbarána. ałość prezentowanych w Krakowie zbiorów została podzielona na cztery grupy. Pierwsza część wystawy ukazuje różnorodne aspekty hiszpańskiej kultury XV i XVI wieku. Szczególnie ciekawie prezentują się dzieła sztuki dekoratorskiej na przykładzie których można prześledzić panującą wówczas w Hiszpanii tendencję do łączenia elementów nordyckich i włoskich. Zwiedzający wystawę dowiedzą się też wiele na temat zamiłowania do dzieł artystów flamandzkich jakie żywił wtedy hiszpański dwór. Druga część wystawy prezentuje wiek XVII, w którym rozkwitało w Hiszpanii malarstwo i literatura pomimo kryzysu gospodarczego i politycznego. Niestabilne czasy okazały się dla twórców inspirujące. Niektóre spośród powstałych wówczas dzieł José de Ribery, Francisco de Zurbarána, Diego Velázqueza i Alonso Cano można podziwiać w Krakowie. Wraz z trzecią częścią wystawy zwiedzający przenoszą się do kolejnego wieku – to wiek XVIII. To właśnie wtedy monarchia zaczęła wspierać powstawanie rodzimych wytwórni sztuki dekoracyjnej, dzięki czemu powstały przepiękne dzieła. Jedną z pierwszych była królewska manufaktura tapiserii Santa Bárbara w Madrycie i królewska manufaktura wyrobów szklanych w San Ildefonso. Z czasem dołączyły do nich inne manufaktury oraz królewskie pracownie, w których rzemieślnicy różnych specjalizacji pracowali na zlecenie dworu. Czwarta część ekspozycji to zaś dzieła najbliższego naszym czasom wieku XIX. Także one stały się zwierciadłem przemian społecznych, które wówczas w Hiszpanii następowały. Odnajdzie zatem publiczność zarówno sporo prac klasycznych, nawiązujących do dawnego porządku jak i ożywczość nowych prądów, które pojawiły się w sztuce. Ekspozycję zamykają trzy dzieła powstałe po roku 1870: portret pędzla Joaquína Sorrolli, pejzaż Santiago Rusiñola i popiersie dłuta Agustína Querola.

C O zachwyt nad hiszpańską kolekcją dzieł sztuki nietrudno. Zafascynowani wystawą prezentowaną w Muzeum Narodowym mogą sięgnąć również po monumentalny album „Muzeum Prado - Arcydzieła malarstwa” pod redakcją zespołu specjalistów z dziedziny historii sztuki. Zaprezentowano w nim ogromne zbiory malarstwa jednego z najznamienitszych muzeów świata, które niegdyś należały do monarchów, członków dworu hiszpańskiego i arystokracji, zdobiąc rezydencje, pałace i świątynie. Bogaty materiał merytoryczny poprzez historię przedstawionych dzieł ukazuje historię Europy, hiszpańskich wpływów i koneksji na przestrzeni kolejnych epok. Znakomity również od strony edytorskiej album pozwala w pełni docenić prezentowane dzieła. (O)

Wystawa „Skarby Korony Hiszpańskiej” liczy blisko sto różnorodnych arcydzieł z okresu od XV do końca XIX. Kuratorem wystawy jest José Gabriel Moya Valgañón. 22 | Modny Kraków


Przy jej organizacji współpracowali: Alvaro Soler del Campo i Laura Jack Sanz-Cruzado, a koordynatorem jest Olga Jaros. Ekspozycję można zwiedzać codziennie w godzinach otwarcia muzeum, ale uwaga – nie zabieramy ze sobą aparatów fotograficznych ani kamer. Wystawa została objęta całkowitym zakazem fotografowania i filmowania. Ceny biletów:

normalny - 11 zł, ulgowy 7 zł, rodzinny - 23 zł, grupowy normalny - 8 zł, grupowy ulgowy - 5 zł. Więcej informacji na stronie internetowej: skarby.muzeum.kraków.pl Michał Stochmal Modny Kraków | 23


Z apowiedzi

24 | Modny Krak贸w


Modny Krak贸w | 25


C

zas upływa prędko. Rosną nowe pokolenia, dla których czasy Polski pod zaborami to już kompletna prehistoria. Ty m c z a s e m w Krakowie popada w ruinę jeden z wielkich zabytków czasu panowania CK Monarchii na terenach Galicji: Twierdza Kraków, austriackie dzieło obronne wzniesione w wielu miejscach dookoła miasta i na jego terenie. Nie tylko brakuje do tej pory spójnego planu zagospodarowania tego lapidarium architektury militarnej, które powinno być otoczone troską, jak każdy wartościowy świadek dawnych wieków, ale dotychczas brakowało nawet muzeum, jemu poświęconego. Na szczęście chociaż drugi z niedoborów został niedawno zlikwidowany – przy Kopcu Kościuszki otwarto stałą wystawę „Twierdza a Miasto Kraków 1846-1918”, która prezentuje zależności pomiędzy miastem, a strukturami Twierdzy. To pierwsza taka ekspozycja w Krakowie. Już samo miejsce jej prezentacji jest ciekawe. Zostały do tego celu przystosowane odkryte po 160 latach podziemne cysterny poaustriackie. Kaponiery te, służące na przełomie XIX i XX wieku do gromadzenia wody dla obrońców fortu, który otaczał Kopiec Kościuszki, odnaleziono przypadkiem. Ich stan wymagał wielu prac adaptacyjnych, przede wszystkim konieczne było oczyszczenie ich z gruzu i mułu, które zalegały w nich od bardzo wielu lat. Prace te trwały blisko rok i pozwoliły na stworzenie wystawie interesujących warunków. Nie zawsze zdarza się by miejsce udostępnienia eksponatów także było zabytkiem, a w tym przypadku tak właśnie się stało. Zwiedzający oczywiście mają okazję dowiedzieć się, czym była taka cysterna i w jaki sposób ją użytkowano. Tablica i schematyczny przekrój ukazują metody 26 | Modny Kraków

filtrowania zasobów wodnych zgromadzonych podczas opadów, z których żołnierze korzystali w czasie oblężenia (w czasie pokoju wodę pitną dowożono beczkowozem). Wraz z odkryciem istnienia cystern, którego dokonano podczas kwerendy w Centralnym Archiwum Wojskowym w Rembertowie oraz Kriegsarchiwum w Wiedniu, wyjaśniła się też zagadka wiecznego i trudnego w opanowaniu zawilgocenia murów w pomieszczeniach przy Kopcu Kościuszki. Wyszło na jaw, że podczas prac adaptacyjnych w latach 70-


tych XX wieku uszkodzono oryginalne kanały wodne. Deszczówka przez ponad cztery dekady gromadziła się w cysternach i nie odprowadzana ze zbiornika, o którego istnieniu nikt nie miał pojęcia, nasączała mury. Są więc dwa znaczące pozytywy odkrycia i osuszenia cystern: pomieszczenia wokół Kopca opuści wilgoć, a wystawa o Twierdzy Kraków otrzymała nareszcie dobre miejsce, w którym mogła zaistnieć.

U

XX wieku, a także – co wiele osób może zaskoczyć – informacje poświęcone Krakowskiej CK Marynarce Wojennej, której port znajdował się na Wiśle. Marynarka CK monarchii przed wybuchem I Wojny Światowej zajmowała szóste miejsce w Europie i ósme w świecie, a Kraków – choć nie był portem o wybitnie strategicznym znaczeniu, to jednak świadczyła przede wszystkim różnorodne usługi transportowe.

zyskane nie spodziewanie 130 metrów powierzchni wystawienniczej zostało szczelnie wypełnione eksponatami, planszami, makietami oraz aranżacjami przestrzeni, które wyjaśniają w jaki sposób powstała i funkcjonowała Twierdza Kraków. Zwiedzający w sposób bardzo obrazowy i przejrzysty przekonają się, jak Austriacy zbroili się przed innym zaborcą polskich ziem. Są tutaj również ciekawostki z zakresu rozwoju lotnictwa wojskowego – dziedziny jakże nowej w początkowych latach Modny Kraków | 27


28 | Modny Krak贸w


D

ługi czas można poświęcić, by dokładnie obejrzeć zgromadzone na wystawie makiety. Jedna z nich przedstawia bitwę o Kraków z grudnia 1914 roku, inna ukazuje, jak wyglądało lotnisko i hangary Twierdzy Kraków na polach wsi Rakowice. Miniaturowy świat wciąga, podoba się dzieciom i dorosłym. Ale są też znacznie większe eksponaty. Pośród nich uwagę zwraca model moździerza M-11 w skali 1:1. To tak zwana Chuda Emma, haubica przeznaczona do wspierania oblężenia i niszczenia umocnień w postaci betonowych i pancernych elementów fortyfikacji. Jej zrekonstruowanie w rzeczywistych gabarytach pozwala wyobrazić sobie, na jakie trudności napotykali żołnierze chociażby podczas samego

transportu takiego działa. Realizmem tchną też fragmenty okopów, które zrekonstruowano niezwykle wiernie. Jedna chwila w nich spędzona pozwala lepiej wyobrazić sobie, jak ciężkie musiało być życie walczących niż obszerny opis okopowych warunków.

E

kspozycji dodają życia postaci bohaterów związanych z Twierdzą Kraków. Nie mogło ich tutaj zabraknąć – wszak inna, bardzo dobra wystawa prezentowana w przestrzeniach Fortu Kościuszko, to ekspozycja figur woskowych „Polaków Drogi Do Wolności”. Doświadczenia z nią związane pozwoliły autorom wystawy o Twierdzy stworzyć aranżacje ukazujące podobizny Feliksa Księgarskiego i Kamila Gołogórskiego, krakowskich architektów, jednych z pierwszych polskich projektantów Twierdzy Kraków. Z kolei zza krat zafrasowani dezerterzy spoglądają z nadzieją na uwolnienie,

w tym, nie kto inny, jak słynny Wojak Szwejk. Wystawa „Twierdza a Miasto Kraków 1846-1918” została też wyposażona zgodnie z najnowszymi trendami i oczekiwaniami publiczności w elementy multimedialne, które ułatwiają poruszanie się po niej i zrozumienie rozbudowanej tematyki jaką przedstawia. Na uwagę zasługuje zajmująca całą ścianę mapa, na której wyświetlają się poszukiwane punkty forteczne po naciśnięciu odpowiedniego guzika. Nie tylko zapoznają zwiedzającego z na-

zewnictwem fortecznym, ale również pozwalają stwierdzić który z przedstawionych na wystawie obiektów w jakiej części miasta się znajduje. W kolejnych salach rozmieszczone są też monitory, na których wyświetlają się filmy dotyczące Twierdzy i wypowiedzi przewodników. Wszystko to łącznie stanowi, z oczywistych względów, tylko szczyt góry lodowej, jaką jest tematyka CK budowli militarnych na terenie Krakowa. Ilości danych, jakie się z nią wiążą nie pomieściłoby nawet bardzo wielkie muzeum, lecz wystawa ta w sposób efektowny ukazuje mnogość wątków i zachęca do dalszego pogłębiania wiedzy. Nie ma wątpliwości, że to właśnie tutaj niejeden zwiedzający rozpocznie swoją wielką przygodę z Twierdzą Kraków. (AK) Modny Kraków | 29


R

eportaż

W roku 1871 Józef Dietl, ówczesny prezydent, ogłosił „Projekt uporządkowania miasta Krakowa”. Miasto, które charakteryzowało się wówczas zdegradowanym wyglądem, potrzebowało pilnych zmian w wielu dziedzinach. Priorytetowo potraktowano konieczność modernizacji infrastruktury miejskiej, lecz prezydent doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że chociaż wodociągi, kanalizacja, chodniki 30 | Modny Kraków

i drogi to elementy najistotniejsze z punktu widzenia sprawnego funkcjonowania miasta i zdrowia żyjących w nim ludzi, to, by mieszkańcom żyło się dobrze, a miasto przyciągało swoim urokiem, trzeba czegoś więcej: dbałości o sztukę i kulturę, przywrócenia blasku obiektom zabytkowym. Oczywiście w owym czasie promowanie sztuki polskiej było działaniem dalece skomplikowanym. Polska znajdowała się pod


zaborami i możliwość zorganizowania ekspozycji prac twórców dziedzin artystycznych oraz pamiątek związanych z historią kraju była utrudniona. W zaborach pruskim i rosyjskim takie działania należały do wykluczonych, w zaborze austriackim – z jego swobodami – tego rodzaju pomysły miały szansę nabrania realnych kształtów. Dietl myślał o instytucji muzealnej, czemu wyraz dał we wspomnianym wcześniej projekcie. Jego plany były bardzo konkretne: chciał aby w odrestaurowanym gmachu Sukiennic powstała galerya królów, bohaterów, uczonych i artystów polskich, ale także historyczne obrazy, uwieczniające wielkie zdarzenia narodu oraz zbiory etnograficzne i militaria, wszystko razem stanowiące prawdziwe Muzeum Narodowe. Pomysł ten został wcielony w życie. W latach 1875 – 1879 przeprowadzono gruntowny remont Sukiennic, który przystosował je pod kątem tworzącej się instytucji. Za symboliczną datę utworzenia Muzeum Narodowego w Sukiennicach przyjmuje się 7 października 1879 roku, kiedy to Rada Miasta Krakowa podjęła uchwałę w myśl której przeznaczyła połowę piętra Sukiennic od ulicy Brackiej na założenie galeryi obrazów, a ewentualnie także na założenie Muzeum Narodowego, zobowiązując się równocześnie do utrzymania tak galeryi, jak i Muzeum kosztem Miasta i całego narodu – o czym donosił drukiem Maciej Szukiewicz w opublikowanej w roku 1909 pracy „Dzieje, rozwój i przyszłość Muzeum Narodowego”. Remont poprzedzający utworzenie Muzeum Narodowego przygotowywał wyznaczone powierzchnie do przyjęcia eksponatów. Więcej niż wiek później Muzeum zostało poddane działaniom równie radykalnym, mającym na celu przystosowanie jego wnętrz do potrzeb współczesnego odbiorcy. Rezultaty prac remontowych przeprowadzonych w latach 50-tych dwudziestego wieku, dotrwawszy do naszych czasów, przestały już bowiem spełniać swoje funkcje – wielkie wyzwanie renowacyjne było niezbędne. Trwający cztery lata remont, ukończony w roku 2010, przeniósł Galerię Sztuki Polskiej XIX wieku w wiek XXI, czyniąc zeń obiekt dorównujący nowoczesnym muzeom europejskim: z dostępem dla niepełnosprawnych, niezawodnymi zabezpieczeniami, dobrą klimatyzacją. Wprowadzenie tych zmian nie było łatwe - Sukiennice to wszak

dwie wielkie sale z sączącym się przez szklane sufity oświetleniem i dwa niewielkie pokoje wejściowe, do których prowadzą kręte schody. Gruntowny remont przeprowadzony przez polską firmę Integer S.A. zakładał przeprowadzenie kompleksowej konserwacji w zakresie wystroju i detalu architektonicznego, modernizację i wymianę instalacji elektrycznej, wodno-kanalizacyjnej i centralnego ogrzewania, montaż klimatyzacji, montaż nowoczesnej windy w istniejącej klatce schodowej, montaż nowych systemów „bezpiecznego” oświetlenia dzieł sztuki, modernizację systemów dozoru i bezpieczeństwa, udostępnienie Muzeum dla osób niepełnosprawnych, pozyskanie nowych przestrzeni wysta-

wienniczych i magazynowych, budowę nowego holu recepcyjnego, kawiarni i miejsca relaksu połączonego ze sklepikiem muzealnym, adaptację pomieszczeń na salę wykładów i projekcji multimedialnych, remont i udostępnienie dla turystów nigdy dotąd nie otwartych zewnętrznych tarasów widokowych. Jak mówi Przewodniczący Rady Nadzorczej Integer S.A. Jerzy Ludwin, udało się tego dokonać dzięki olbrzymiemu doświadczeniu spółki w zakresie ochrony dziedzictwa kulturowego. – Mamy na swoim koncie renowację kilkuset obiektów i zabytkowych zespołów architektoniczModny Kraków | 31


nych. Wśród nich między innymi Opactwa Cystersów w Krzeszowie, Zespołu Pałacowo – Parkowego w Żmigrodzie, Zamku Książ czy Opery Wrocławskiej. Przy odnawianiu zabytków ogromną rolę odgrywa troska o detale. Sporą część renowacji Sukiennic stanowiła praca rzemieślnicza. - Efekt końcowy to w dużej mierze rezultat ręcznej roboty. Papier ścierny, odpowiednie chemikalia i niezwykła precyzja konserwatorów sprawiły, że wnętrza wyglądają olśniewająco – podsumowuje Jerzy Ludwin. ziś zwiedzający mają możliwość podziwiania dzieł zgromadzonych w czterech salach, którym, prócz nowego wyglądu, nadano nowe nazwy. Sala Bacciarellego prezentuje Oświecenie, Sala Michałowskiego: Romantyzm - „W stronę sztuki narodowej”, Sala Siemiradzkiego nosi podtytuł „Wokół Akademii”, zaś sala

D

32 | Modny Kraków


czwarta to Sala Chełmońskiego: „Realizm, polski Impresjonizm, początki Symbolizmu”. Ale to nie wszystko – po remoncie przystosowano do potrzeb zwiedzających aż trzy nowe sale wyposażone w sprzęt multimedialny – nadano im nazwy Multiteka, Mediateka i Atelier. W Multitece zostało zainstalowanych dziewięć szklanych ekranów, które pomagają zwiedzającym poznać rzeczywistość sprzed 130 lat, przenieść się za pomocą multimediów do samych początków Muzeum. W Mediatece można skorzystać z ośmiu artomatów, czyli specjalnych stanowisk komputerowych, wyposażonych w ekrany dotykowe, prezentujących historię Sukiennic, a także zachęcające do udziału w rozmaitych grach

i quizach. Atelier to zaawansowana technologicznie sala edukacyjna, przeznaczona do organizacji zajęć dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Ta dodatkowa, nowocześnie zaaranżowana przestrzeń pozwoli na organizację dodatkowych wydarzeń i jednocześnie umożliwi zainteresowanie ofertą muzeum jeszcze szerszego kręgu odbiorców niż poprzednio. Wszystkie te zmiany zostały docenione przez jurorów IV edycji konkursu „Polska Pięknieje – 7 Cudów Funduszy Europejskich” organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Sukiennice, których remont został po części sfinansowany ze środków Norweskiego Mechanizmu Finansowego, otrzymały nagrodę w kategorii „Zabytek”. (WP)

Otwarcie tarasów widokowych dla zwiedzających, które zostały udostępnione dopiero po generalnym remoncie, okazało się świetnym pomysłem. Aż trudno uwierzyć, że przez ponad sto lat od utworzenia Muzeum Narodowego, to miejsce było dla Krakowian i przyjezdnych niedostępne! Aktualnie można podziwiać Rynek z wysokości, cieszyć oczy widokiem z zupełnie nowej perspektywy i spędzić miło czas w kawiarni „Cafe Szał”, która jest otwarta od 10 do 23. Wstęp na taras jest odpłatny. Dorośli płacą za wstęp 2 zł, dzieci, studenci oraz osoby upoważnione do zniżki 1 zł, a na bilet rodzinny (Bilet rodzinny – dorośli + dzieci, maksymalnie 5 osób) trzeba wydać 4 zł.

Modny Kraków | 33


P atronat Modnego Krakowa

34 | Modny Krak贸w


Alek Marcinkiewicz (trenuje 3 lata), Agnieszka Luber (prawie 10 lat), Julia Niewola - Staszkowska (7 lat), Radosław Pomada (7 lat), ćwiczą w krakowskiej szkole capoeira UNICAR Kraków. Agnieszka Luber posiada jeden z najwyższych stopni zaawansowania w Polsce. Oprócz niej tylko 10 osób w kraju osiągnęło ten poziom, a Agnieszka jest pierwszą kobietą, która go uzyskała.

Modny Kraków | 35


O

Capoeira to wywodząca się z tradycji afrykańskiej i brazylijskiej sztuka walki, której formy są rytmiczne, akrobatyczne i skupiają się na kopnięciach. Istotą capoeiry są elementy tańca wpływające na płynność i nieprzewidywalność ataków. Najważniejszym ruchem w capoeira jest ginga. To on nadaje tej sztuce charakter tańca, jest także bazą do wykonywania ataków oraz uników. Jego istotą jest płynność i dynamika, co utrudnia trafienie przez przeciwnika.

36 | Modny Kraków

d 30 września do 2 października potrwa w Krakowie kolejna odsłona wielkiego święta miłośników kultury brazylijskiej, organizowanego przez najstarszą grupę capoeira w Polsce – União Internacional de Capoeira Regional – oraz Stowarzyszenie Miłośników Kultury Afrobrazylijskiej „Cultura Baiana”. W programie tego wydarzenia znalazły się liczne propozycje skierowane do adeptów afrobrazylijskiej sztuki walki oraz mieszkańców stolicy Małopolski, w tym zajęcia akrobatyczne, treningi siły i wytrzymałości czy lekcje tańców. Chociaż Festiwal dotyczy głównie Brazylii to jednak zawierają się w nim także elementy związane z Afryką. Skąd to połączenie? -Capoeira jest tworem ściśle brazylijskim, natomiast wywodzi się w prostej linii z Afryki – tłumaczy Adam Faba, Prezes Stowarzyszenia „Cultura Baiana”. -Wszystkie elementy występujące w capoeirze pojawiały się kiedyś w kulturze afrykańskiej, są też zawarte tradycje indiańskie i miejscowe, które przeniknęły do capoeiry. Krótko mówiąc capoeira to sztuka walki, taniec, akrobacja, filozofia, dobry sposób na życie – dodaje. Widowiskowa, wymagająca niebanalnych umiejętności capoeira będzie z pewnością tym elementem Festiwalu, który przyciągnie wielu widzów. Podczas trzech festiwalowych dni odbędą się ogólnopolskie warsztaty sportowe z udziałem brazylijskich mistrzów, pokaz capoeira na placu Nowaka Jeziorańskiego przy Galerii Krakowskiej, wykłady na temat historii Brazylii, capoeira, berimbau (instrumentu muzycznego pełniącego bardzo ważną rolę w capoeira), a także zawody capoeira z udziałem zawodników z całej Polski. Będzie można zatem nie tylko zobaczyć mistrzów w akcji, ale też spróbować swoich sił pod ich okiem. Jak deklaruje Adam Faba, capoeira Polakom bardzo się podoba: -Zainteresowanie capoeirą i w ogóle kulturą Brazylii jest w Polsce ogromne. Ta kultura jest bardzo dobrze przyjmowana przez nasze społeczeństwo. Podoba się przede wszystkim taniec, ale także podejście do życia codziennego. Brazylijczycy są odmienni od nas, ale nie aż tak bardzo. To co jest w naszych narodach podobnego: lubimy się bawić! Oni lubią się bawić cały dzień, Polacy raczej wydzielają na zabawę czas, ale podchodzą do tematu intensywnie – przychodzi weekend, od piątku do niedzieli Polacy szukają możliwości zabawy, tańca. Pewnym podobieństwem jest też rodzaj luzu z jakim podchodzimy do życia – ocenia. Potwierdziły to poprzednie edycje Festiwalu, które spotkały się w Krakowie z gorącym przyjęciem. Nowością w tegorocznej edycji będą Ogólnopolskie Zawody Jogo de Iúna, najbardziej widowiskowej odmiany capoeiry, przeznaczonej dla ścisłej czołówki polskich adeptów. Odbędą się również innowacyjne wykłady historyczno-teoretyczne poświęcone tradycyjnym instrumentom. Szczegółowy plan wydarzenia dostępny jest na stronie internetowej organizatorów: www.unicar.krakow.pl (B)


Osoby na zdjęciach ćwiczą dwa rodzaje gry, jeden spokojny, drugi szybszy i bardziej agresywny (zdjęcie u gory banguela, na dole sao bento). Na osiągnięcie poziomu tych zawodników potrzeba kilku lat treningów.

Modny Kraków | 37


P atronat Modnego Krakowa

I

mprezy gromadzące prestiżowych producentów biżuterii to w Krakowie wciąż rzadkość. Jubinale – Letnie Targi Trendów Jubilerskich i Zegarkowych gościły w stolicy Małopolski dopiero po raz czwarty. –Południe Polski nie miało dotychczas takiej imprezy w branży jubilerskiej –mówi Agnieszka Piwko-Czajkowska, przedstawicielka Targów. –Kraków jest świetnym miastem dla takich spotkań, więc kiedy myśleliśmy nad koncepcją imprezy to nie mieliśmy trudności z wyborem lokalizacji – dodaje. Idea spodobała się wystawcom. Do Krakowa przybyli znani producenci i projektanci biżuterii z kraju i zagranicy. Na stoiskach można było zobaczyć najmodniejsze, najnowsze wzory biżuterii, porozmawiać z jej projektantami, wziąć udział w warsztatach, obejrzeć wystawy, nawiązać międzynarodowe kontakty handlowe, a także kupić coś wyjątkowego dla siebie – jeden dzień Targów był bowiem otwarty także dla publiczności spoza branży jubilerskiej. Rozwój tej imprezy absolutnie leży w interesie Krakowa, przyciąga ona bowiem zamożnych ludzi biznesu z dziedziny, która nie jest w mieście szczególnie rozwinięta. Warto zatem dbać o takie kontakty. (MM) Informacje o kolejnej edycji Targów dostępne będą na stronie: www.jubinale.com 38 | Modny Kraków


20 – 23 października

Targi Książki w Katowicach pod honorowym patronatem Małżonki Prezydenta RP Pani Anny Komorowskiej

SPODEK

W programie m.in.: Spotkania z autorami książek, m.in.: Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, Małgorzatą Szejnert, Kazimierzem Kutzem, Anną Kańtoch, Maximem Chattamem, Jakubem Ćwiekiem Aktorzy czytający dzieciom Przedstawienia teatralne Czytający politycy Giełda ofert pracy na rynku książki Oferta wydawnictw

Zapraszamy! www.targiksiazki.eu Organizatorzy:

Patronat honorowy

Partnerzy targów Prezydent Miasta

S o s n o w i e c

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Patronat merytoryczny

Patronat medialny

Partner medialny


Stereotyp każe sądzić, że w związku mężczyzny z kobietą ponad dwie dekady młodszą, stroną, która traci jest kobieta, a tą – która zyskuje mężczyzna. Czy aby na pewno? Pytanie to podejmuje w swojej powieści „Upokorzenie” Philip Roth. Na jej kartach czytelnik spotyka Simona Axlera, gwiazdora sceny, który czuje, że utracił swój talent. Przekroczywszy symboliczną cezurę sześćdziesiątych urodzin, które nasza współczesność uważa za kres wieku dojrzałego i początek starości, popada w kryzys emocjonalny. Doskwiera mu dojmujące przeświadczenie, że pomimo wspaniałego dorobku i wieloletniej, olśniewającej kariery, nie potrafi już 42 | Modny Kraków

grać. Bawić, wzruszać, przerażać, rozbudzać w widzach jakichkolwiek emocji innych niż politowanie nad nim samym. I rzeczywiście: w wyniku nieustającego napięcia, które nigdy go nie opuszcza kładzie jedną rolę za drugą. Prasa nie przymyka oka na sceniczne porażki dotychczasowego ulubieńca publiczności, a i sama publiczność odwraca się od niego: już nie chcą go oglądać. Axler popada w stan, który doprowadza go do kliniki psychiatrycznej, a po krótkim w niej pobycie po prostu zaszywa się w swojej wiejskiej posiadłości, utrzymując kontakt ze światem tylko w zakresie uzupełniania zapasów spożywczych. Ma więc czytelnik pełne stadium kryzysu, wypalenia zawodowego i katastrofy rodzinnej. Axler nie wierzy, że jest jeszcze dla niego jakaś przyszłość, nie wierzy w to również jego żona, która porzuca go nie chcąc dużej przyglądać się postępującemu upadkowi ukochanego niegdyś


mężczyzny. Bohater Rotha zostaje sam i wtedy przydarza się to, o czym – jeśli wierzyć obiegowym opiniom – marzy każdy mężczyzna w swych dojrzałych latach, a szczególnie wtedy gdy z jego poczuciem własnej wartości źle się dzieje: młodsza o ćwierć wieku kobieta. nożą się w losach tej pary wszystkie stereotypy na temat związków z dużą różnicą wieku między partnerami, jakie stworzyła kultura zachodu, znane tak w Polsce jak i w Stanach Zjednoczonych. Rodzice czterdziestoletniej kobiety przypominają jej, że związała się ze starcem i że wkrótce będzie dla niego pielęgniarką. Kruszą się pozory trzeźwej oceny sytuacji, dominuje przekonanie, że ta relacja jest szalona i nieroztropna. Dla niej. Nie dla niego. Nie ma znaczenia, że znajdujemy się chwilowo wyłącznie pośród ludzi dorosłych i bez wyjątku dojrzałych. Dodatkowo w liberalnym, zdawałoby się, środowisku artystycznym. Lepiej by córka była lesbijką niż pozostawała w związku ze starszym o dwadzieścia pięć lat mężczyzną nawet jeśli ten wspaniale ją traktuje i oboje czują się szczęśliwi. Tak sądzi na temat zaistniałego związku jej rodzina. Tak, również w świecie rzeczywistym, sądzi goniący za wieczną młodością świat. Roth nakręca spiralę niepewności, sieje ziarno zwątpienia. Jego Axler początkowo również myśli stereotypami. Wszystko między nimi układa się wspaniale, dobrze im razem, cieszą się czasem spędzanym wspólnie, ale – myśli aktor - jaką wartość może stanowić dla młodej, atrakcyjnej kobiety robiącej karierę podstarzały facet w apogeum życiowego kryzysu, niedostrzegający dla siebie już żadnych perspektyw. Czy ona mogłaby widzieć jakiekolwiek perspektywy dla nich obojga, skoro on sam nie może ujrzeć ich nawet dla siebie? Axler śmieje się z tego gorzko,

M

ale brnie w romans. Wątpi czy warto, rozumie, że świadomie naraża się na cierpienie, któremu będzie musiał sprostać gdy znacznie młodsza partnerka się nim znudzi. Jednak nadchodzi moment, w którym zaczyna wierzyć, że może warto odrzucić defetyczne podejście do przyszłości i spojrzeć w nią bez obciążania się prawdopodobieństwem utartych scenariuszy, które przecież mogą się wcale nie wydarzyć. Realne by kochankowie zaznali trwałego szczęścia? *** Krytyka nie odniosła się pozytywnie do tej powieści Rotha. Nazwano ją na łamach The Guardian i The Observer zapisem fantazji starszego mężczyzny ubranym w szaty literatury. To ostre słowa, zdające się wynikać z poprzeczki uprzednio tak wysoko ustawionej przez zdobywcę nagrody Pulitzera. „Upokorzenie” nie jest tak przejmujące jak wcześniejsze powieści Amerykanina, ale też nie można odmówić mu pewnych walorów. To bajka, bo iluż z czytelników jest legendą aktorstwa w kryzysie i iluż z nich ziści marzenia o związku ze znacznie młodszą kobietą w scenerii luksusowej posiadłości? Lecz w tej bajce, mimo wszystko, wielu odnajdzie siebie. Przerysowanie bohaterów i wydarzeń sprawia wrażenie celowego zabiegu, który opowieść tę odrealnia, a zarazem czyni ją bliższą przeciętnemu odbiorcy. Czy bardziej wiarygodnym jest przeżycie takiego romansu przez gwiazdora czy przez bezrobotnego, byłego stróża nocnego? Odpowiedź wydaje się prosta, w historię opowiedzianą losami cenionego artysty Simona Axlera wierzymy bardziej niż gdyby opowiadał ją zwykły, szary człowiek. Emocje zaś, pragnienia, tęsknoty i lęki przychodzą tak samo, do tych co na świeczniku i tych co zamiatają ulice. Nie chroni przed nimi ani olśniewająca kariera ani wielkie pieniądze. Tym bardziej nie chroni przeciętność. Truizm, ale na dnie rozpaczy czasem warto pomyśleć o tym, że inni przeżywają to samo. (O) Modny Kraków | 43


44 | Modny Krak贸w


Modny Krak贸w | 45


W

Krakowiezawrzało: jednemu z najstarszych antykwariatów w Polsce, który mieści się przy ul. Św. Tomasza 26 grozi likwidacja. -Przetrwał zabory, nazistowską okupację, okres PRL-u, może nie przetrwać polityki włodarzy miasta Krakowa – można było przeczytać na ulotce rozdawanej podczas obywatelskiego protestu przeciwko eksmisji „Antykwariatu SA Krzyżanowski” z lokalu zajmowanego obecnie przez firmę. Dlaczego antykwariat miałby zniknąć, kto protestuje przeciwko jego zlikwidowaniu i co na to miasto – właściciel nieruchomości administrowanej przez Zarząd Budynków Komunalnych? Antykwariat wzięty w obronę przez mieszkańców Krakowa to instytucja bardzo stara. Został założony przed 140 laty i działa do dziś. Wprawdzie zmieniał lokal, bo z Placu Szczepańskiego przeniósł się do kamienicy przy ul. św. Tomasza, ale zawieruchy i niepokoje całego wieku z okładem nie zagroziły jego istnieniu. Dziś prowadzą go Helena i Henryk Druciowie, którzy poświęcili tej pracy niemal całe swoje życie. Przyznają otwarcie, że nie radzą sobie z nowoczesnymi zasadami prowadzenia książkowego biznesu, nie prowadzą transakcji w internecie, nie wychodzą do klientów z promocjami, tak jak podobne

46 | Modny Kraków

firmy w mieście. To stało się powodem kłopotów, w jakich znaleźli się po niedawnej podwyżce czynszu. Anita Wójcik, zastępczyni dyrektora Zarządu Budynków Komunalnych, który wypowiedział Druciom umowę najmu podkreśla, że jak dotychczas czynsz był całkowicie preferencyjny. Małżeństwo przez pewien czas płaciło 6,33 zł za metr kwadratowy, co przy zajmowanej powierzchni 80 metrów daje niewiele ponad 500 zł miesięcznej opłaty, podczas gdy czynsze w tej okolicy wynoszą średnio 200 zł za metr. Zarząd Budynków Komunalnych idzie jednak na rękę tego rodzaju niszowym działalnościom, które tworzą klimat miasta. Podczas podwyżki czynszów w 2009 roku państwo Druciowie zadeklarowali, że


mogą płacić 15 zł za metr kwadratowy i ZBK tę kwotę zaakceptował. Niestety podwojona stawka okazała się dla nich za wysoka i nie podołali jej uiszczaniu, a ich zaległości w płatnościach sięgają 7500 zł. Zarząd Budynków Komunalnych na dalsze ustępstwa się nie zgadza i zapowiada eksmisję, jeśli nie znajdzie się osoba, która pomoże Druciom poprowadzić antykwariat w sposób generujący przychody pozwalające pokrywać zobowiązania. Czy znajdzie się taka osoba w sytuacji, kiedy właściciele antykwariatu nie mają pieniędzy na czynsz, a zatem również na wynagrodzenie pracownika? Być może tak, bo po stronie antykwariatu stanęła całkiem spora grupa sojuszników, którzy zorganizowali w jego obronie

pikietę. Blisko 300 osób przemaszerowało z ulicy św. Tomasza na Plac Wszystkich Świętych, gdzie przed magistratem została przekazana na ręce Marcina Kandefera petycja w obronie antykwariatu, ten zaś zapewnił, że sytuacja wciąż pozostaje otwarta. Warunkiem odstąpienia od eksmisji jest uregulowanie zaległych należności, ustanowienie realnej stawki czynszu, którą Druciowie będą mogli płacić, a miasto ją zaakceptuje, a także uporządkowanie zaplecza, które – jak wykazała kontrola przeciwpożarowa – stwarza zagrożenie dla całej kamienicy ze względu na sięgające sufitu stosy książek. Jak jednak sprawić by antykwariat na dłuższą metę stanął na nogi? Kupować w antykwariacie więcej książek. (O)

Modny Kraków | 47


K

siążki

48 | Modny Kraków


P

ytanie: jak żyć to jedno z najstraszniejszych jakie można zadać współczesnemu człowiekowi, bo wraz z rwącym nurtem popkultury coraz więcej osób oddala się od świadomości rzeczy fundamentalnych. Po co zastanawiać się nad tym co trudne, wymagające skupienia, wysiłku, skoro można brać to co proste, kolorowe, wesołe i przede wszystkim gotowe? Taśmowo powielane życiorysy widać na każdym kroku. Mody, trendy sączą się z mediów i trafiają na podatny grunt. Wiadomo, że na studiach trzeba dużo pić i imprezować, wtedy się jest cool. Później też trzeba dużo pić na imprezach korporacyjnych, trzeba spłacać czterdziestoletni kredyt na mieszkanie w „apartamentowcu” i wyjść za mąż przed trzydziestką, a następnie oddać się macierzyństwu, które bez problemu można łączyć z karierą i zabieraniem dzieci do knajp. Można się tego dowiedzieć z dzienników, tygodników, miesięczników i obfitości portali internetowych. Wychylanie się poza standard wiązać się musi z ostracyzmem, dziwnymi spojrzeniami i komentarzami. A czy w ogóle można inaczej? Można. Agnieszka Drotkiewicz w książce „Jeszcze dzisiaj nie usiadłam” zebrała wywiady z dziesięcioma znanymi osobami. Pytanie „jak żyć” rozmowy te łączy. Jest jednocześnie pretekstem do dialogu i klamrą, która go zamyka. Swoimi spostrzeżeniami dzielą się z autorką i czytelnikami osoby znane, które mogą poszczycić się prestiżowymi osiągnięciami. Są w tym gronie między innymi profesor i pisarka, ceniona lekarka czy Dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności. Każde z nich wspięło się wysoko w swej profesji

i okazuje się, że żadne nie żyje według powszechnie propagowanej w mediach drogi do sukcesu i szczęśliwego życia. Czy żeby osiągnąć coś prawdziwie wartościowego, a nie śnić sen z hipermarketowej gazetki, trzeba ruszyć pod prąd? W tej sprawie oddajmy głos przedstawionym w książce bohaterom. Ilu rozmówców, tyle idei. Każda z rozmów jest inna, a na ile będzie dla czytelnika inspirująca, zależy wprost od jego własnego doświadczenia życiowego. Niektóre uwagi okażą się zupełnie banalne, inne niezwykle wartościowe i po prostu ważne. Pięknie mówi o znajdywaniu swojego życiowego powołania doktor Hanna Kowalczyk. Bardzo ważne słowa, bo współcześnie decyzja o wyborze drogi życiowej zdaje się jeszcze trudniejsza niż bywała dla wcześniejszych pokoleń. Profesor Roch Sulima potwierdza: szukamy wskazówek u innych, w cudzych oczach chcemy widzieć aprobatę dla naszych wyborów. Czy tak już jesteśmy skołowani, że naprawdę sądzimy iż lepiej wiedzą co dla nas dobre specjaliści od marketingu czy autorzy poradników? Książka Drotkiewicz, w osobach wszystkich rozmówców, przypomina o tym, że odpowiedzi na to jakie życie będzie dla nas szczęśliwe możemy szukać wyłącznie w nas samych. A zatem jak żyć, skoro nie ma żadnej uniwersalnej recepty na udane życie? Powtórzę z pełnym przekonaniem za młodą, przenikliwą pisarką Dorotą Masłowską, która cytuje w wywiadzie swego znajomego: „długo i szczęśliwie”. (O)

Modny Kraków | 49


Krótka wizyta w dowolnej księgarni może pozostawić potencjalnego czytelnika w poczuciu wielkiej obfitości. Półki uginają się od książek: małe, duże, kolorowe, powieści, albumy – wszystko w zasięgu ręki, choć nie zawsze w zasięgu portfela. Ale jest! To jednak radość pobieżności, bo bardziej wnikliwe spojrzenie pozwala się przekonać, że tak naprawdę docierają do naszego kraju polskie edycje książek z określonych kręgów kulturowych, a bardziej precyzyjnie: po prostu z określonych krajów. Znajdziemy bez trudu tytuły, które – wsparte solidnymi działaniami marketingowymi, odniosły już sukces za granicą lub za wieloma granicami i teraz torują sobie drogę do zawładnięcia naszą wyobraźnią. Stany Zjednoczone,

Wielka Brytania, Francja, Włochy, rzadziej Niemcy – to właśnie z tych krajów bezpiecznie dobiera licencyjne tytuły wielu wydawców. Bo przyniosą kasowy sukces. I przeważnie, zgodnie z przewidywaniami, 50 | Modny Kraków

rzeczywiście go w Polsce osiągają. Jednak świat to blisko dwieście państw. Na której zatem półce stoi literatura z nie wymienionych wcześniej krajów? Smutna odpowiedź w zalewie kolorowej obfitości brzmi przeważnie: na żadnej. W Polsce dopiero od pewnego czasu działają wydawnictwa, które próbują zaszczepić w czytelnikach z kraju nad Wisłą zamiłowanie do literatury dalekich krajów. Należy do nich Wydawnictwo Claroscuro, które zdecydowało się odważnie sprowadzić do Polski cenione i nagradzane dzieła literatury światowej z Izraela, Kuby, Gruzji, Iranu, a nawet Angoli. -Co może polskiego czytelnika zainteresować w literaturze pięknej z tak odległych geograficznie krajów? – zapyta niejeden. Ano to, że one odległe są głównie geograficznie, a niekoniecznie w sferze mentalnej. Kto sięgnie po znakomity kryminał angolskiego pisarza Perpeteli zatytułowany „Tajny agent Jaime Bunda”, ten złapie się za głowę dostrzegłszy ilość podobieństw pomiędzy rzeczywistością Polski i Angoli zlokalizowanej w południowo – zachodniej Afryce. Jaime Bunda mógłby z powodzeniem pracować w polskiej Policji i tropić bohaterów skandali łapówkowych. Gdy śmiejemy się gorzko nad kumoterstwem, nepotyzmem, opieszałością i rozlicznymi przywarami bohaterów, ukazuje nam się obraz jaki wielu z nas zna z własnej pracy, z tej rzeczywistości, z którą sami musimy sobie na co dzień radzić. A przecież czytamy o przygodach otyłego policjanta w dzikiej, czarnej Afryce, w kraju, który jeszcze nie tak dawno temu nękany był wyniszczającymi wojnami. Łatwiej się śmiać z jego perypetii, bo tak bardzo jest odległy, niż przyjąć do wiadomości płynące z tychże refleksje: rzeczywistość nasza i angolczyków ma swoje zbieżne, bardzo wyraziste punkty. Literatura danego narodu zawsze jest jego obrazem. Oczywiście Claroscuro i podobne mu wydawnictwa


okiem znawcy wybierają teksty najlepsze z najlepszych. Marne są szanse na to, by kiedykolwiek trafiły do nas powieści popularne, masowe z odległych krajów – co może być jednocześnie stratą i zyskiem. Niewiele takie książki wniosłyby w życie czytelnika biorąc pod uwagę ich merytoryczną wartość. Tak samo jak mieszkaniec, dajmy na to – Malezji nie miałby przesadnych profitów z lektury polskich czytadeł o kobietach w sile wieku odnajdujących swoją nową drogę, masowo produkowanych według jednego wzorca, dla czytelniczek żądnych takich wrażeń – ale z drugiej strony książka taka wiele mówi o społeczeństwie, w którego realiach powstała. Mówi słowami, które wcale nie zostały w niej zapisane. I na tej samej zasadzie wiele opowiedziałaby nam o odległych narodach literatura najbardziej w ich obrębie popularna. Niemniej, cieszmy się tym, co mamy: pierwszy kontakt z literaturą dalekiego świata powinien zachwycać i ów selektywny, bardzo precyzyjny dobór, który wykonują dla polskich czytelników wydawcy właśnie

z takim rezultatem się wiąże. Dobrym przykładem jest powieść „Minotaur” Benjamina Tammuza, wywodząca się z literatury hebrajskiej, stworzona przez człowieka o którym możemy powiedzieć – obywatel świata. Spisana z niesłychaną finezją opowieść rozkręca się niczym „Bolero” Ravela, przynosząc nowe fakty we wciąż powracającej melodii, urzeka stopniowo, w miarę postępowania lektury. Od romantycznego początku, który wygląda błaho i niewinnie, czytelnik kroczy z autorem poprzez meandry historii Izraela, obserwuje ich wpływ na losy bohaterów. To ważne i poruszające dzieło literatury współczesnej, które za sprawą Wydawnictwa Claroscuro trafiło do Polski w trzy dekady po swojej premierze. I aż prosi się powiedzieć: „lepiej późno niż wcale”, lecz trzymam kciuki za tę młodą oficynę, by powiodło się jej na niełatwym polskim rynku wydawniczym i dostarczała wymagającym czytelnikom egzotyczne tytuły zaraz po ich światowych debiutach. (O)

Modny Kraków | 51


A

gnieszka Błotnicka zasłynęła książkami dla młodych czytelników. W powieściach „Kiedy zegar wybije dziesiątą“ i „Czarna operacja“ przedstawiła przygody nastoletnich chłopców wzbudzając moc sentymentalnych wspomnień u dorosłych odbiorców i mnóstwo wrażeń u dzieci i młodzieży. Jej biegłość w konstruowaniu atrakcyjnych postaci i zajmującej fabuły uzewnętrzniła się już wcześniej: pisała scenariusze do tak populatnych w Polsce produkcji jak Tata, a Marcin powiedział, Marzenia do spełnienia, Na Wspólnej, Rodziny Zastęp52 | Modny Kraków

czej, a ostatnio do Ojca Mateusza. Ale przygoda ze scenopisarstwem zaczęła się znacznie wcześniej od współpracy z amerykańskim scenarzystą Joshem Seligiem, z którym pracowała nad polską wersją Ulicy Sezamkowej. Kolejnym etapem w twórczym rozwoju Agnieszki Błotnickiej stało się pisarstwo – lekkie, przyjemne, nie pozbawione głębszych odniesień powieści jej autorstwa z miejsca zachwyciły czytelników zyskując porównania do niezapomnianej klasyki Edmunda Niziurskiego. To duży komplement, bo pisanie dla młodego, bardzo wybrednego odbiorcy, u którego skupienie uwagi następuje doprawdy tylko w uzasadnionych przypadkach, jest nie lada sztuką. Na tym jednak autorka nie poprzestała


i w tym roku przedstawiła swoim sympatykom propozycję dla dorosłych – powieść „Koniec wiosny w Lanckoronie“, której bohaterka Magda szybko została okrzyknięta przez czytelników polską Bridget Jones. Akcja powieści rozpoczyna się w Warszawie, ale szybko przenosi się do małopolskiej Lanckorony, charakterystycznego miasteczka na zboczu góry, które od lat przyciąga artystów. Znamienne, że w jednej z poprzednich powieści Agnieszki Błotnickiej, „Kiedy zegar wybije dziesiątą” czytelnik spotyka się z bohaterami w miejscowości o podobnych walorach – Kazimierzu Dolnym. To przydaje opowiadanym historiom niemało uroku, stanowi o ich relaksującej atmosferze, która na długo z czytelnikiem pozostaje. Dlaczego jednak autorka wybrała właśnie Lanckoronę? Jak mieszkańcy odnieśli się do przedstawienia swojego miasta na kartach bestsellerowej powieści i czy ta książka może… zmienić Lanckoronę? Z Agnieszką Błotnicką spotykamy się w miejscu akcji jej najnowszej powieści. Lanckoroński rynek letnią porą, Cafe Pensjonat – to właśnie tutaj pisarka postanowiła spotkać się ze swoimi sympatykami podczas wieczoru autorskiego. Reklama

Michał Stochmal: Skąd pomysł na książkę „Koniec wiosny w Lanckoronie“? Agnieszka Błotnicka: Chciałam pokazać bohaterkę, która przytłoczona nieprzyjemnym zdarzeniem osobistym, ale również takimi zwykłymi, życiowymi sprawami postanawia jakoś zareagować. Znajduje się na pewnego rodzaju zakręcie i wie, że musi coś z tym zrobić. Czuje, że z tym coś się w niej kotłuje, powinna gdzieś wyjechać. Wyrusza w drogę, trochę histerycznie, trochę pod wpływem impulsu i desperacko.


z problemem otyłości, mogłaby zastąpić szczupła kobieta. Najważniejsze jest przesłanie: żeby powiedzieć sobie stop.

Wybiera drogę na Kraków i kiedy słucha radia i w tym radiu pojawia się piosenka Marka Grechuty, który śpiewa o Lanckoronie to nagle podejmuje decyzję – „Tak, to jest miejsce gdzie na chwilę się zatrzymam, gdzie się poskładam“. Gdzie się ukryje ze swoim załamaniem czy złamanym sercem - bo taka nieprzyjemna historia się jej zdarzyła, że rozstała się z mężczyzną. Trafia do Lanckorony, która się okazuje właściwie strzałem w dziesiątkę, ponieważ jest to miejsce dokładnie takie, o jakim śpiewa Marek Grechuta: miejsce, które daje osłonę, daje spokój. Tutaj moja bohaterka zaczyna się regenerować. Tak naprawdę Magdę mógłby zastąpić mężczyzna, Magdę, która boryka się 54 | Modny Kraków

MS: Czy Lanckoronę może zastąpić inne małe miasteczko? AB: Nie, nie sądzę. Myślę że Lanckorona była kiedyś o wiele bardziej doceniana, była niemalże miejscem kultowym, ma swój taki specyficzny charakter inny od innych małych miasteczek. Tu trochę jest tak jakby się czas zatrzymał. Chodzi o koloryt budynków, tych chałupin, o anioły w oknach, które sprawiają że łapie się troszeczkę inne spojrzenie i na ich tle nasze problemy też nabierają innego wymiaru, przestają być tak dramatyczne, jak o nich sądzimy. Zależało mi na tym aby umieścić tę powieść w Lanckoronie też dlatego, że wstrząsające wrażenia zrobiły na mnie doniesienia medialne z zeszłego roku kiedy Lanckoronę tak dotkliwie pokiereszowała powódź. Jaką siłę muszą mieć ci ludzie? –zadałam sobie takie pytanie - że nie tracąc pogody ducha potrafią się z tego wygrzebać. Ja nie jestem po prostu pewna jak ja bym się w takiej sytuacji zachowała i czy ja bym sama, ja Agnieszka Błotnicka, potrafiła sobie z czymś takim poradzić, więc to miejsce, w kontekście historii, którą chciałam opowiedzieć, było właśnie tym jedynym. MS: Czy nie boi się pani, że popularność zyskana dzięki książce może zmienić Lanckoronę? AB: Lanckoronie to może tylko pomóc.


MS: Wiele osób, które czytało książkę zastanawiało się czy opisała pani w niej konkretne miejsca, szczególnie ten konkretny pensjonat? AB: Nie, nie opisałam konkretnego pensjonatu. Ten pensjonat u gospodyni Miłki, u której zatrzymuje się bohaterka, jest wymyślonym pensjonatem, natomiast to jest takie miejsce, które skupia w sobie cechy różnych pensjonatów znajdujących się w Lanckoronie. Nie wybrałam konkretnego, żeby nie tworzyć niezręcznych sytuacji i niesnasek pomiędzy właścicielami pensjonatów, którzy mogliby się obrazić, dlaczego nie opisałam ich obiektu. Po rozmowach z mieszkańcami zorientowałam się, że nie mają do mnie o to żalu – to po pierwsze, ale po drugie – odnajdują właśnie w tym pensjonacie to, co chciałam, czyli cechy różnych miejsc. MS: Wiele osób doszukuje się podobieństwa Magdy do Bridget Jones, czy zgadza się pani z taką opinią? AB: Nie będę się na to obrażała. Natomiast Magda jest troszkę inna. Może to nie kwestia temperamentu - może właśnie pod tym względem jest bliska Bridget Jones, jednak Magda jest postacią, która na pewno czytała „Czarodziejską Górę“, a nie wiem czy można to powiedzieć o Bridget Jones. Czytała też Fernando Pessoe, bo jest w książce kilka odniesień do jego Modny Kraków | 55


twórczości można więc o niej powiedzieć, że jest lepiej przygotowana intelektualnie. Natomiast ma nadwagę – to się zgadza, ma poczucie humoru, jest trochę zwariowana – nawet sama decyzja zerwania z miastem

MS: Mieszkańcy chcieliby, aby pojawiły się nowe przygody niekoniecznie Magdy, ale innych pani bohaterów w Lanckoronie – czy będzie to w przyszłości możliwe? AB: Myślę, że to nie jest niemożliwe. W tej chwili mam troszkę inne plany literackie i będę je realizowała właśnie najprawdopodobniej w Lanckoronie. Zdradzę Kazimierz Dolny dla Lanckorony, tutaj będę pisała. Jeśli tylko pojawi się pomysł na fajną historię – sensacyjną czy kryminalną, która mo-

i przyjechania do Lanckorony, taka gwałtowna, pod wpływem impulsu – to mogą być elementy, które te bohaterki łączą. Nie tworzyłam jednak postaci Magdy myśląc o Bridget Jones, zupełnie nie analizowałam możliwości takich porównań.

głaby być tutaj umiejscowiona i tutaj poprowadzona, to jak najbardziej. Wiem na pewno, że to nie będzie moja ostatnia wizyta tutaj i wiem też, ponieważ tak bardzo zostałam zachęcona przez mieszkańców, że będę chciała trochę postudiować historię Lanckorony i dowiedzieć się więcej o tym w czym oni się tak bardzo rozmiłowani: w legendach i w historiach, tajemnicach i w postaciach. Krążą tutaj, pewnie jak w każdym małym miasteczku, legendy, o których mieszkańcy potrafią godzinami opowiadać. Jestem tym bardzo zainteresowana i myślę, że ukazanie tych wątków w moich nowych powieściach będzie możliwe.

MS: Jesteśmy świeżo po spotkaniu w Cafe Pensjonat, promującym książkę. Jakie są pani wrażenia po tym spotkaniu? AB: Bardzo, bardzo miłe. Nie mam za sobą dużej liczby spotkań autorskich, więc nie mogę powiedzieć, że mam jakąś strasznie dużą skalę porównawczą, natomiast to było zupełnie niezwykłe, ponieważ zamieniło się w taką przyjacielską rozmowę prowadzoną z dużym temperamentem. Usiadłam naprzeciwko ludzi absolutnie zakochanych we własnym miasteczku, którzy znają bardzo dobrze historię tego miejsca – znacznie lepiej niż ja. W pewnym momencie stało się tak, że mieszkańcy, którzy przyszli na spotkanie zaczęli mi opowiadać o legendach Lanckorony, o ludziach, którzy tu mieszkają i to było naprawdę niezwykłe – czułam się uwodzona. 56 | Modny Kraków

MS: Dziękuję bardzo za rozmowę.


S maki Krakowa

58 | Modny Krak贸w


R

omantyczne popołudnie pośród znakomitych widoków i bujnej przyrody, przy pysznej kawie i domowym ciastku to marzenie łatwe do zrealizowania. Wystarczy przemieścić się niecałe czterdzieści kilometrów na południe od Krakowa do położonej na zboczu góry Lanckorony. W tym małym miasteczku mnóstwo jest ścieżek i alejek wiodących pośród zabytkowej zabudowy

i leśnych ostępów, które pozwolą zrzucić kilogramy na spacerze, a także nie brakuje miejsc, które pozwolą uzupełnić zdrowo kalorie. Miejscem takim jest na przykład prowadzona przez mażeństwo artystów Ewę i Jacka Budzowskich kawiarnia Cafe Arka. Tutaj mogą śmiało kierować swe kroki wszyscy spragnieni ciast i ciasteczek domowego wypieku. -Dla naszych gości przygotowujemy na przykład ciasto na bazie serka mascarpone i śmietany z sezonowymi owocami - mówi Ewa Budzowska. -Specjalnością naszej kawiarni jest ciasto czekoladowe, przygotowane z gorzkiej czekolady i brązowego cukru, podawane z musem malinowym, przygotowanym specjalnie dla nas przez gospodarstwo ekologiczne - dodaje. Pośród słodyczy serwowanych przez Cafe Arka można znaleźć też taki rarytas, jak pyszne i zdrowe babeczki wypełnione masą kajmakową i mieszanką ziaren, orzechów i pestek. Smakowicie prezentuje się też biały torcik brzoskwiniowy, w którym na biszkoptowej podstawie główną rolę odgrywa smakowita masa z sera mascarpone i gęstej śmietany z dodatkiem brzoskwiń i konfitury brzoskwiniowej.

Modny Kraków | 59


60 | Modny Krak贸w


Modny Krak贸w | 61


Dla tych, którym nie wystarcza deser lub poczuli większy głód w trakcie wędrówek po okolicy Cafe Arka zapewni również domowy obiad. Szczególnie dużą popularnością wśród stałych bywalców cieszą się pierogi, świeże, lepione na bieżąco, z kilkoma rodzajami farszu, np. ruskim czy z sezonowymi owocami.

Na ucztowanie w Lanckoronie należy przygotować się zawczasu, miasto nie dorobiło się bowiem jeszcze bankomatu. W oczekiwaniu na zmianę tego stanu rzeczy, by w pełni skorzystać z oferty sklepów i kawiarni, konieczne jest podjęcie gotówki przed przyjazdem do miasteczka. (B)


Reklama

Modny Krakow nr 29  

Fragmenty wydania papierowego Modnego Krakowa (nr 29)

Modny Krakow nr 29  

Fragmenty wydania papierowego Modnego Krakowa (nr 29)

Advertisement